wtorek, 17 listopada 2009

Wolfmother - Cosmic Egg(2009)


Z jednej strony to ten sam zespół, z drugiej natomiast kompletnie inny. Jak to optymistycznie ujmują portale muzyczne: ze względu na różne wizje artystyczne zespół opuścili perkusista oraz basista. Ale co powiedzieć, jeżeli całość składu liczyła trzech członków? Nowy zespół pod starą nazwą? Nie do końca. Od początku ich istnienia główną wizję artystyczną przekazywał Andrew Stockdale, i tak też było tym razem. Głównie, to sprawiło, że płyta nie stała marnym tchnieniem, a zapowiedzią obiecującej kariery i nadzieją na kolejne dobre płyty. To właśnie wokalista jest świetnym spoiwem tworzącym zespół. Tak więc Stockdale i nowa spółka przedstawiają Cosmic Egg.


Pomimo wymiany prawie całego składu muzyka broni się wchodząc w świetny, wcześniej wypracowany klimat grupy. Płyta jest dobrze rozplanowana, a umiar jest tutaj bardzo ważny. Obok szybkich i mocnych rock 'n' rollowych riffów mamy i spokojne kompozycje. Głos wokalisty daje radę, nawet lepiej niż na płycie poprzedniej. A o ten aspekt martwiłem się najbardziej, gdyż po obejrzeniu koncertowego DVD jaki grupa dostarczyła ostatnimi czasy usłyszałem, że wokal na żywo radzi sobie gorzej niż na płycie. A nie ma co się oszukiwać, głos Stockdale jest zdecydowanie znakiem rozpoznawczym grupy. Muzycznie jest mocniej, choć wciąż dosyć prosto. Sami artyści przyznali, że riffy mogą dawać skojarzenie z muzyką Black Sabbath i faktycznie są podobne, mroczne i jęczące. Oprawa albumu również rysunkowa jak w przypadku debiutu. Przy pierwszym krążku zarówno okładka, cała poligrafia jak i wszystkie single były w jednej spójnej tematyce graficznej. Tutaj , jak do tej pory grupa trzyma się podobnej reguły i uważam to za świetny ruch.


Podsumowując, płyta jest bardzo dobrym produktem. Nie sprawdza się zdecydowanie w tym przypadku teoria jakoby druga płyta zawsze była tą najgorszą. Tak więc: przebojowo, ze smakiem i przystępnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz