Mało takiej muzyki na polskim rynku. A szkoda. Minimalistyczny a jednak tak dużo wyrażający album. Pierwszy, debiutancki krążek Lady Aarp pod tytułem Soma, stworzony przez parę muzyków. Parę zarówno w świecie muzycznym jak i w życiu prywatnym. Ich występ na największym polskim festiwalu, mam na myśli Opener, zrobił na słuchaczach wielkie wrażenie, gdyż muzyka na żywo ma w sobie jeszcze więcej uczucia niż na krążku.
Choć płyta pełna jest dźwięków które puszczone same, dla wielu ludzi nie uznane byłyby za muzykę, to w połączeniu z elektroniką i pięknym dźwiękiem harfy są genialnym tłem. Płyta jest bardzo intymna, i choć z powodzeniem może służyć za przyjemną muzykę tła to polecam również skupić się na niej od muzycznej a nie tylko estetycznej strony. Dać się ponieść tej minimalistycznej acz pełnej radości narracji. Polecam szczególnie na upojny wieczór z naszą drugą połową. Trzeba przyznać że harfa jest raczej mało spotykanym instrumentem na polskiej scenie muzycznej, tutaj za to mamy jej pod dostatkiem. Mimo tego nie przesyca nam się a nawet pozostawia niedosyt więc płyty można słuchać kilka razy pod rząd i nie przejada się. Umiejętnie wprowadzana elektronika i przyjemne sample świetnie pasują do onirycznych dźwięków. Mamy tu nawet chwile śpiewane, a nawet mówione. Są one pięknym dopełnieniem i potwierdzeniem mistycyzmu albumu. Przy drugim i kolejnych przesłuchaniach płyta ta może wprowadzić w trans co jest bardzo klimatyczne. Trudno jest ich zaszufladkować, i nawet nie będę próbował tego robić. Porównania do innych artystów są również bezcelowe, gdyż nie słyszałem jeszcze równie nietypowego połączenia.
Okładka jest małym dziełem sztuki. W subtelnych pastelowych kolorach zachęca do kupienia, nie tylko tych znających już muzyczną wartość ale i tych którzy cenią jedynie estetyczne walory poligrafii. Ciepło polecam w ten zimowy czas.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz