Konwencja na płytę była zgoła folkowa, lecz znów pojawia się kłopot z klasyfikacją jej do jakieś szufladki. Najogólniej można by ją ‘wrzucić’ do tej, z napisem polski folklor i nikt by nie mógł się przyczepić, bo zamysł na płytę był właśnie taki. Jednak, co jeśli zapragniemy zamiast do tej wspomnianej, wrzucić to nagranie do tej z napisem: ”elektronika”. Myślę, że jedno bez drugiego tu nie istnieje, a muzyka, jaką tworzy kwartet jest czymś więcej niż folkiem podszytym elektronicznym wykończeniem.
Warto wspomnieć, że artyści, jacy tworzą Kwadrofonik, to nie byle jacy grajkowie, a wykwalifikowani muzycy po Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina. Pomysł był tu dosyć prosty, chodziło o przedstawienie i interpretacje melodii zasłyszanych na polskiej wsi. Płyta jest swoistą przeplatanką. Najpierw oniryczne i spokojne tła prowadzone przy pomocy fortepianu i całej gamy przeszkadzajek, nagle przemieniają się w szybkie i niespokojne, pulsujące rytmem perkusji frazy pełne nerwowości, wspomagane przez różne gwizdy i walenia talerzy. Od czasu do czasu pojawiają się tu nieodłączne od polskiego folku przyśpiewki. Jedno jest pewne, nie da się przy tej płycie nudzić, bo choć duża część to spokojne, niemal senne opowiastki muzyczne, to nastrój zmienia się jak w kalejdoskopie. Każdy utwór prowadzi tu swoją własną narrację, a całość spajana jest wspólnym tematem przewodnim: muzyki ze wsi.
Okładka oraz poligrafia, choć utrzymane na pograniczu czerni niosą ze sobą pozytywną energię, co pasuje do muzyki, bo i ta ma w sobie swoisty mocny ciepły przekaz. Krążek dla tych, którzy szukają czegoś nowego, lubią muzykę nagrywaną z uczuciem i przede wszystkim podoba im się polski folk.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz