
Co tu dużo pisać, kim jest Sting każdy wie. Ma już na koncie to, co dla wielu jest celem nie osiągalnym: sławę, uznanie, pieniądze, przeboje i nagrody. To przykład artysty wyzwolonego, który nie robi nic dla innych, przy czym robi tak wiele dla samego siebie. Jestem pod wielkim wrażeniem tego artystycznego hołdu. Aż chciałoby się zacytować pana Marka Grechutę „ Zima, wchodź że szybciej, ogrzej się na parę chwil”.
Mimo, że Sting już jakiś czas temu ogłosił, że traci słuch, to nie uważam by było to jakkolwiek słychać na tym albumie. Tym razem widzimy artystę jako potulnego baranka przekazującego nam swoje uczucia związane z najpiękniejszą porą roku, jaką jest zima. Krążek jest zdecydowanie dedykowany ludziom z duża wrażliwością. Sting jawi się nam tu jako bard i wykonuje nie tylko swoje kompozycje, ale również na przykład XIV wieczną kolędę czy angielską pieśń żebraków. I choć krążek tworzy chłodny klimat, to swoją malowniczością, którą rozpościera nad naszą wyobraźnią może złapać za serce nie jednego fana ciepłych, klimatycznych brzmień. Na płycie muzyk nie był oczywiście sam. Mamy tu na przykład znakomitego jazzmana Chrisa Bottiego czy chociażby wyśmienitego wiolonczelistę Vincenta Sugala. Muszę przyznać, że cieszę się, że ten wielki artysta uwolnił się od wszelakich schematów. Pierwsze zaskoczenie to "Pieśni z labiryntu", teraz mamy tą piękną, wymykającą się ścisłemu przyporządkowaniu i klasyfikacji, opowieść o zimie. W tym roku w sklepie z płytami nie połaśmy się o kolejny materiał z serii Christmas songs, bo to, co oferuje nam Gordon Sumner jest czymś dużo lepszym i przede wszystkim nietuzinkowym.
Jeżeli chodzi o okładkę, to mnie osobiście łapie ona za serce. Jest w swojej prostocie i minimalizmie tak piękna i wiele mówiąca. Przedstawia samotnego artystę na tle żywiołu, pięknego białego puchu, który jest wszechobecny i wszechmocny. Pokazuje małość ludzi naprzeciw naturze, ale i jego nieskończone i ckliwe piękno. Warto wspomnieć, iż cała poligrafia utrzymana została w kolorze bieli i delikatnych pasteli. Cudo, i to prosto na święta, idealne na prezent.

A jak Ci się podoba Symphonicities? Słuchałeś już? Dla mnie - super.
OdpowiedzUsuń