
Owa płyta jest owocem improwizacji, która odbyła się w sylwestra na przełomie XX i XXI wieku. Informują nas o tym artyści, we wpisie, zamieszczonym na tyle okładki.Gdyby nie to zdanie, trudno byłoby się domyślić, że tak rozplanowany materiał jest dziełem spontanicznego, artystycznego zrywu kilku kolegów.
Pomimo tego iż młodzi to panowie, zadziwiający jest poziom, jaki prezentują na tym krążku. Choć daleko im jeszcze do światowej czołówki, to mamy tu muzykę bardzo dojrzałą i świetnie się jej słucha. Wkładając do odbiornika płytę In – Inside pozwalamy sobie na prawie siedemdziesięciominutową elektroniczną podróż po kolażu muzycznym, jaki rozpostarli przed naszymi uszami muzycy. Bardzo podoba mi się różnorodność przedstawionych form. Ambient w połączeniu z industrialem i trance polany świetnie spreparowanym elektronicznym sosem, w którym znajdujemy elementy ethno oraz wokal. Do tego wszystkiego mamy tu fajne improwizacje zarówno syntezatorowe jak i na żywych instrumentach. Głównie płyta opiera się na spokojnych, miarowych dźwiękach, ale momentami pokazuje pazur, co wprowadza różnorodność. Całość kończy ponad dwudzistopięciominutowa kompozycja, która w niemal Hitchcock' kowski sposób buduje napięcie i godnie zwieńcza dzieło. Krążek polecam niepoprawnym przeszukiwaczom bezkresnych pól elektroniki.
Na okładce widnieje łóżko do opalania. Nie wiem, czy muzycy są jakoś wewnętrznie z solarium związani, wydaje mi się, że nie, a dobór zdjęcia był przeprowadzony bardziej pod względem kolorystyki, która zarówno na okładce jak i całej poligrafii utrzymana pozostaje w jednakowych barwach. Podsumowanie tej płyty nasuwa mi się jedno: Polak (również) potrafili. Możemy być dumni.

<3 ;*
OdpowiedzUsuń