Kiedyś w pewnym wywiadzie reporter zapytał Maxim'a : „Czy nie uważasz że The Prodigy zaczyna być kopią samych siebie? „Na co wokalista oburzony odpowiedział: „Nie możemy niczego kopiować bo to my stworzyliśmy ten styl i możemy robić z nim co chcemy.” I to święta prawda. To oni są ojcami rave'u.
Choć dla ludzi uwielbiających ich twórczość z samych początków kariery, czyli dobrą elektroniką z momentami mroku i psychodelii, najnowsza płyta to zło. Dla tych którzy jednak już przy płycie : Always Outnumbered, Never Outgunned zauważyli ścieżkę którą zaczyna podążać zepół, nie będą zaskoczeni. Ich najnowsze dzieło a zarazem piąty studyjny album podąża wcześniej utorowaną ścieżką. Przeważa tu rytm i mnogość weselszych dźwięków. Niestety można się w takiej zmianie dopatrywać puszczenia oczka w stronę komercjalizacji. Nie ulega wątpliwości że na początku ich audytorium zamykało się na ludziach lubiących ciężkie elektroniczne granie, przyprawione humorystycznym pieprzem ciekawych wstawek. Dzisiaj The Prodigy staje się zespołem komercyjnym, grającym lekką elektronikę. Zmianę tę widać głównie na koncertach grupy. Brakuje tu dawnej spontaniczności i zwariowania które czyniło ich tak wyjątkowymi. Dzisiaj to tylko dobrze przemyślany show z udawanym obłędem w oczach liczące na łatwy poklask. Płytę oczywiście warto nabyć, a do wyboru mamy mnogość wydań. Najciekawszym z nich jest dwupłytowe, zawierające remixy wykonane przez innych artystów. Tam dopiero widać jak duży wpływ wywarła ich muzyka na twórców z całego świata. Z całej track listy wyraźnie wyróżniają się 3 utwory. Po pierwsze „ Take Me To The Hospital” gdzie możemy usłyszeć echo dawnych psychodelicznych dokonań grupy. Po drugie kawałek „Warrior's Dance” w którym słyszymy niemal dyskotekowy wokal, nie pasujący do ich stylu. I w końcu po trzecie. Utwór perła w całym zestawie : „Stand Up”. Pełen słońca i radości. Gdy pierwszy raz go usłyszałem nie mogłem uwierzyć że nagrali to właśnie oni. Jest on zdecydowanie moim ulubionym w całej stawce.
Na podsumowanie, wyrażę nadzieje iż panowie ockną się z komercyjnego snu i powrócą do swojej dawnej świeżości. I choć wiem że to mało realne, bo ludzie szybko się przyzwyczajają do dobrego. A wciąż przybywający fani to raczej zaleta niż wada. To jak mówią : Nadzieja matką głupich”, lecz pamiętajcie że i ta jak każda matka, kocha swoje dzieci.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz