
Dawno nie mieliśmy wieści o działalności Toma Morrelo, dawnego gitarzysty Rage Against The Machine. Z doświadczenia wiemy że Tom raczej nie zwykł próżnować w wolnym czasie. Poza tym że gra w Audioslave, czynnie razem z Serjem Tankianem (System of a Down) prowadzą organizację Axis of Justice, nagrywa solowe płyty pod pseudonimem The Nigthwatchman to teraz zabrał się za mocno eksperymentalny m projektem który powołał do życia z Bootsem Riley'em. Boots znany z ciętego języka i politycznych tekstów jest idealnym partnerem dal Toma który grał u boku Zacka de la Rochy.
Właściwy gatunek płyty to rapcore. Można by pomyśleć że Tom wraca do początków bo w końcu RATM to też rapcore. Jest jednak różnica bo tutaj szala przelewa się na stronę bardziej rapu , natomiast w Rage był to zdecydowanie rock. Muszę przyznać że to wydawnictwo dość mocno mnie rozczarowało. Gdy usłyszałem że Morrelo próbuje znów czegoś rapcorowego byłem pełen nadziei gdyż to co wyczyniał ze swoim najbardziej znanym zespołem było genialne i zapewniło mu wysokie miejsce na liście gitarzystów wszechczasów ( zdaje się że jest pod koniec drugiej dziesiątki). Oczywiście nie można albumu spisywać od razu na straty bo trochę dobrego grania tu jest. Przede wszystkim co ważne na płycie znajdziemy, choć nie dużo ale jednak, charakterystyczne dla Toma zabawy z dźwiękiem gitary elektrycznej. I choć jest tu mało dobrego rocka, cała płyta trwa niecałe 40 minut, refreny są zbyt proste, a teksty jak to w rapcorze napełnione agresją to płytę warto przesłuchać i poznać trochę lepiej niż jedno przesłuchanie.
Poligrafia nie powala bo jest dosyć prosta i mało zaskakująca. Wydawnictwo nie jest żadnym kamieniem milowym, nie jest nawet ważnym albumem. Jest to po prostu eksperyment. I miejmy nadzieje że tu i na serii koncertów ten eksperyment się zakończy. Jeśli nie musimy liczyć na odwrócenie proporcji i na większa inwencje obu panów. Oby ich oświeciło.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz