
Rynek muzyki celtyckiej w Polsce nie jest najlepiej rozbudowany. I choć od jakiegoś czasu odbywają się imprezy z tym związane jak chociażby festiwal Zamek, którego motywem przewodnim jest właśnie muzyka celtycka i szeroko pojęta muzyka irlandzka to nadal mało jest rodzimych artystów kalających ową gałęzią.
Zespół powstał w 2002 roku z ludzi o pozornie odmiennych światach. I choć niewielu z nich jest absolwentami szkół muzycznych to jeżeli chodzi o stronę muzyczną to naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Płyta „ Rockhill” jest pierwszą w dorobku grupy. Na dany moment w ich płytotece znajdziemy jeszcze jedną płytę pt; „ Koncentrad”, równie udaną co debiut. Jeśli chodzi o klimat, to utrzymany jest raczej w ryzach spokoju, choć bywają i skoczniejsze momenty.
By najlepiej posmakować tę płytę, trzeba spełnić kilka warunków. Świece, kadzidła i noc, bądź długi zimowy wieczór. We wkładce widnieje odpowiednie zdanie które wprowadza nas w całość : „ Na wzgórzu Rockhill zaczyna się noc Beltaine, Legenda ożywa…” . W zupełności zgadzam się z tym stwierdzeniem. Słuchając tej płyty w ciemnym zadymionym pokoju pozwalam uciec myślą na ciemne pagórki Irlandzkich kresów. Widzę te wszystkie zwyczaje. Wysoko palone ogniska, tańczących ludzi i druidów którzy zerkają na wszystko swoim czujnym zmęczonym wzrokiem.
Oprawa graficzna dobrze współgra z muzyką. W poligrafii dominują kolor niebieski i żółty. I choć mogło by się wydawać że do takiej muzyki odpowiedni byłby zielony to dobrze że go tu nie użyto. Było by to po prostu zbyt dosadne, a klimat dałby się odczytać z samej okładki a to nie oto chodzi. Okładka ma zaciekawić. Z okładkami płyt jest podobnie co z okładkami książek. Ma ona nas zaciekawić a nie opowiedzieć całą historię na samym wstępie.
Płytę głównie polecam tym którzy lubią folklor rodem z Wysp lecz i tym którzy sa otwarci na inne horyzonty, tym którzy w życiu nie kierują się jedną ścieżką, tych którzy by wybrać jedną potrawe muszą spróbować wszystkich na stole.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz