„Dummy” to pierwsza płyta Portishead. Pierwsza i zarazem najlepsza. I choć zespół powrócił po 10 latach nieobecności na scenie a płyta była utrzymana w odpowiednim klimacie, to niestety nie było już to samo. Pierwsza płyta była głównym i sztandarowym dzieckiem tak zwanego Bristol Sundu, natomiast ich ostatnie dokonanie, mianowicie „Third” jest tylko odgrzanym kotletem i powrotem do czegoś co powinno wrócić w nieco choćby zmienionej formie.
Choć zespół to 3 osoby dla mnie od zawsze najbardziej rozpoznawalny i najważniejszy w całym projekcie był głos Beth Gibbons. Nie ważne czy lubisz kobiecy wokal czy nie. Wystarczy ze wgłębisz się w te płytę a pokochasz głos Beth. Jest on kojący a jednak wprowadza nutkę niepewności, choć cichy i subtelny jest jak utyskiwanie tłumu kobiet na swój marny los. W tym magicznym głosie ukrywa się bardzo duża cześć magii tej muzyki.
Oczywiście nie mówię że jest to jedyna magia. Od strony muzycznej, świetnie dopracowane, mroczne kompozycje pełne ciepłego basu i dobrej zabawy z perkusją świetnie pasują do popisów wokalistki. Muzyka choć pozostawia jeszcze przestrzeń innym dźwiękom jest idealnie wyważona. Proporcje zachowane są w stu procentach. Jeżeli chodzi o muzykę Trip-hopowa czy właśnie Bristol sound jest to bez wątpienia perełka która pokazuje iż po włączeniu płyty możemy znaleźć się dokładnie tam gdzie w założeniu twórców znaleźć się mieliśmy i że poprze ścianę dźwięku możemy przeżywać muzykę nie tylko fizycznie ale i duchowo. Zawsze w tym momencie nasuwa mi się porównanie Beth do Lisy Gerrard na albumach Dead Can Dance, i choć to różne rodzaje muzyki te dwie pani są równie dobra w operowaniu uczuciami podczas śpiewu.
Muszę wspomnieć jeszcze o jednym fakcie. Jeżeli ktokolwiek z was miał kiedyś nieszczęście natrafić na najbardziej znany utwór z tej płyty mianowicie „ Glory Box” na jakieś chilloutowej składance niech od razu wyrzuci to z pamięci, gdyż ta płyta w całości to dzieło. Opus Magnum to pełne 11 kawałków a nie jeden singiel.
Moje podsumowanie jest dosyć przewidywalne, daje 5/5 . Ja po 15 latach od wydania tego albumu słucham go wciąż z zapartym tchem i otwarta buzią. Jest on dla mnie ukazaniem muzyki samej w sobie a zarazem wypełnieniem istoty albumu muzycznego który jedynie jako całość daje nieodpartą radość słuchania.

ZGodzę się DUMMY to arcydzieło. Pozdrowienia
OdpowiedzUsuńThird też jest dobre ;)
OdpowiedzUsuń