Odkąd pojawiła się informacja o współpracy tych dwóch panów, czekałem z niecierpliwością. Od początku projekt budził duże zainteresowanie. Arcyciekawe zderzenie dwóch muzycznych światów, luźno ze sobą powiązanych.
NAS, jedna z ważniejszych postaci na amerykańskiej rap scenie, oraz Damian Marley, jeden z synów legendarnego Boba Marleya. Głęboko osadzony w tradycji rdzennego, jamajskiego reggae. Warto powiedzieć, że jakakolwiek współpraca muzyków z różnych środowisk twórczych jest świetnym ukazaniem uniwersalnego języka jakim jest muzyka. W tym przypadku owy język całkowicie się sprawdza.
Po przesłuchaniu materiału byłem pozytywnie zaskoczony, gdyż żaden z muzyków nie przejął hegemonii nad projektem. Tym demokratycznym sposobem powstał materiał absolutnie oryginalny. Wbrew przewidywaniom, płyta nie jest zbyt ostra, zarówno muzycznie jak i ze względu na teksty. Materiał, ani stricte reggae, ani hip-hopowy (choć do tego drugiego gatunku jest tu nieco bliżej).
Charakterystyczny, momentami bełkotliwy wokal Damiana, oraz nawijka NAS-a na tle w miarę prostych hip-hopowych podkładów naznaczonych radosnym pulsem reggae i potężnym basem punktującym każdy numer. I tak doświadczymy tu zarówno spokojnych piosenek z klimatycznymi chórkami, jak i tych bardziej drapieżnych, ze świetnymi przeplatającymi się wokalami obydwu panów. Co ciekawe, przy dużym zróżnicowaniu materiału, całość jest nad wyraz spójna.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz