Tym albumem zostawiają konkurencję daleko w tyle. Pokazują również, że ich pozycja na scenie elektronicznej nie jest zagrożona. Stworzyli świetną markę, a teraz pokazują na co ich stać.
Dawno tak nie wyczekiwałem żadnej premiery. Po tym, co zafundowali nam "chemiczni bracia" na poprzednim krążku "We Are The Night" apetyt bardzo mi się zaostrzył. Po usłyszeniu pierwszego singla pt."Escape Velocity" wiedziałem, że panowie nie nastawiają się na przebojową bombę, wypchaną hitami. Tym razem Tom Rowlands i Ed Simons wracają do korzeni tj. transowych, mocno elektronicznych opowieści. Choć porównywanie "Further" z krążkami z początku kariery takimi jak choćby "Dig your own hole" byłoby przesadą, to panowie nie zawodzą. Myślę, że najnowszy krążek, choć może nie zrobić komercyjnego sukcesu poprzedniczki, to jest materiałem równie udanym.
Całość rozpoczyna się leniwie i dosyć ciężko. Elektroniczne piski wzbogacone o żeński wokal, tak mija pierwszy utwór. Jednak nie dajmy się zwieść. Owa kompozycja ma nas jedynie wprowadzić w ciężki elektroniczny klimat jaki zafundowali nam na "Further" Rowlands i Simons. W tym miejscu warto wspomnieć o samplach, których użyli przy produkcji tego materiału. Nie wszystkie bowiem to świeżynki. Część pochodzi z publikowanych nagrań z serii "Electronic Battle Weapon". Dlatego niektóre dźwięki mogą wydać się, szczególnie zagorzałym fanom, znajome.
Płyta przypomina nieco koncertowy set grupy, mianowicie długie numery z przeplatającymi się różnymi motywami oparte na motorycznym beacie nieustannie zachęcającym do tańca. Nie brakuje tu również wokali, zarówno męskich jak i żeńskich. Nie są one jednak dla wydawnictwa kluczowe. To, co bardzo podoba mi się w nowym materiale, to fakt, iż panowie nie zrezygnowali z brzmienia żywych instrumentów i mamy okazję usłyszeć ciekawe perkusyjne przejścia czy chwytliwe gitarowe riffy. I choć te dźwięki to jedynie smaczki, to bardzo umilają słuchanie.
Podsumowując, jest to bardzo dobry i, co ważne, równy materiał. Jest to bardziej imprezowy krążek niż ostatnie wydawnictwa, co dobrze wróży koncertom grupy. Warto wspomnieć, że i my w Polsce będziemy mieli szanse zobaczyć duet na żywo, już w sierpniu w Krakowie. Panowie będą jedną z głównych gwiazd festivalu Coke Live Music.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz