
Nie pamiętam żeby ostatnimi czasy jakakolwiek płyta wywołała tyle kontrowersji. Pierwszy singiel od momentu pojawienia się w internecie był przez długi czas najczęściej odsłuchiwaną piosenką w Polsce. Bardzo trudno tą płytę zrecenzować, ponieważ każdy ma swoje racje. Dam tylko dobre rady. Ci którzy cenili Agnieszkę Chylińską za grę z O.N.A. i za jej rockowy pazur niech lepiej nie próbują wkładać tej płyty do odtwarzacza, po prostu szkoda nerwów. Ci którzy poznali panią Agnieszkę dopiero za pośrednictwem medium jakim jest telewizja i hitowego programu „Mam Talent” a ponadto lubią taneczne electro, powinni zdecydowanie szorować do sklepów i zaopatrzyć się w Modern Rocking.
Jak stwierdziła sama artystka, kierunek jaki obrała jej kariera został podyktowany przez jej synka. Gdy ta puściła dzieciątku mocnego rocka chłopiec zaniósł się płaczem, natomiast gdy usłyszał miły i rytmiczny pop, śmiał się i grzecznie słuchał. To właśnie nazywamy dorabianiem teorii. Według mnie i to nie żadna tajemnica, w tym przypadku główną rolę zagrały pieniądze. O.N.A. Nagrywało bardzo dobre płyty i było w kręgach rocka cenionym zespołem. Nie zdobyło jednak komercyjnego sukcesu, ergo: pieniędzy. Teraz kiedy pani Chylińska stała się celebrytką a jej twarz jest rozpoznawana w całej Polsce przyszedł czas to wykorzystać i wydać coś co się sprzeda.
Ale koniec teoretyzowania o genezie powstania. Stało się. Mamy na półce płytę. Trzeba oddać wydawnictwu co jego. Muzycznie to taneczne electro połączone z popem. Muszę przyznać że Plan B wykonał całkiem niezłą pracę produkując ten krążek, muzyka jest chwytliwa i miło jej się słucha. Martwi jednak trochę to iż Chylińska nawet w jednej setnej nie wykorzystała swojego głosu. Wiemy że może robić z nim rzeczy niesamowite ,a tu dostajemy jednostajny, powtarzalny śpiew z tą dziwną manierą której w jej śpiewaniu nie było wcześniej. Tekstowo, ciągle to samo. Miłość pożądanie, seks. Tematy w piosenkach powtarzane do znudzenia, tutaj cała paleta słów zamknięta w tych właśnie pojęciach. Poligrafia niczym nie zachwyca, chodziło raczej o to by płyta kojarzyła się z autorką, oraz by ociekała seksualnością.
Nie wiadomo czy artystka poważnie myśli w o poprowadzeniu ścieżek swojej coraz bardziej medialnej kariery w te właśnie strony. Może był to jednorazowy wyskok, chęć zrobienia czegoś innego i zarobienia przy tym niezłych pieniędzy i następna płyta będzie już kawałkiem dobrego rockowego grania a pani Agnieszka założy własna grupę? Pozostaje nam tylko mieć nadzieję.

3,5
OdpowiedzUsuńW płycie powala jedno: różowy napis w stylu Dody. Ale z szacunku dla Chylińskiej, przemilczę wszystko.
OdpowiedzUsuńZ jednym sie tylko nie zgodzę. Napisałeś, że Chylińska zrobiła taki rodzaj płyty dla kasy, bo nagle stała się celebrytką. Akurat moim zdaniem, zarobiłaby dokładnie tyle samo jak nie więcej robiąc płytę totalnie rockową. Wynikiem tej płyty jest fakt, że Agnieszka jest wreszcie szczęsliwa, wyładniała, ktoś ją pokochał... dlaczego ma śpiewać "Jestem saaaaaaaaaaaaaamaaaaaaaaaaa" i inne stare, świetne z resztą przeboje?
Porponuje zakochać się, obdarzyć kogoś uczuciem, a może wtedy zrozumiesz :)