wtorek, 13 października 2009

The Dead Weather - Horehound(2009)


Czasem zastanawiam się czy Jack White zajmuje się czymkolwiek innym od muzyki, bo na sen, czasu nie ma na pewno. Ostatnio, wziął udział w filmie "It might get Loud" - razem z Jimmy Pagem (Led Zeppelin) i Edgem (U2) Następnie zrobił również film opowiadający historie White Stripes. Otworzył własną wytwórnie płytową. Produkuje 5 albumów zespołów, które w tym labelu wydadzą swoje płyty. Poza tym wszystkim Jack ma czas na koncertowanie oraz nagrywanie własnej muzyki.

The Dead Weather to najnowszy jego projekt, w którym gra na perkusji i śpiewa. Jak przyznał artysta już od dawna miał ochotę do powrotu na swój pierwszy instrument, od którego zaczynał. Oprócz Whita w projekcie biorą udział : Alison Mosshart, wokalista The Kills, oraz dwóch kolegów Jacka z The Raconteurs : Dean Fertita ( znany również z Queens of the Stone Age ) i Jack Lawrence.

To dosyć zabawne ponieważ w momencie, w którym może się wydawać, że w muzyce rockowej już nic nowego się nie wymyśli, jak „grom z jasnego” Jack i jego ferajna wydają nową płytę. Płytę która jest nieocenionym powiewem świeżości. Horehound to płyta debiutancka. Nowa grupa pojawiła się na scenie, ale jeden debiut drugiemu nie równy. Nie ma tu co porównywać młodych kapel do nich, gdyż w Dead Weather każdy ma za sobą lata muzycznej pracy a tym samym dużo różnorakich doświadczeń, co wzbogaca ich muzykę. Ponadto mają dużo większy budżet co z jednej strony skutkuje świetnym teledyskiem, a z drugiej uwalnia muzykę od jakichkolwiek ciśnień finansowych co słychać na nagraniu. Widać, że artyści nie mają żadnych ciągów w stronę zarobków. I tak właśnie powstała płyta nagrana z wielką radością tworzenia i świetnie przygotowana od strony muzycznej. Mamy tutaj klawisze, świetnie przesterowane gitary i wokale. Płyta jest bardzo różnorodna, nie ma tu jednostajnej ściany dźwięku co jest zdecydowanym plusem wydawnictwa. Występują tu wyciszone kawałki w których główną role gra wokal, ale są tu również instrumentalne popisy i soczyste solówki. Jeżeli chodzi o śpiew, to przede wszystkim słyszymy Alison Mosshart ale usłyszymy również duet z Jackiem jak i jego samego. W chórkach trzymanych w tle usłyszymy natomiast resztę zespołu. Tekstowo, są to opowieści o wszystkim i o niczym. Trochę groteskowe, trochę poważne. Poligrafia utrzymana jest w fajnym ciemnym klimacie. Płyta naprawdę godna polecenia zarówno fanom White jak i wszystkim tym, którzy w muzyce Rockowej cenią różnorodność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz