wtorek, 20 października 2009

Archive - Warszawa(Stodoła) - 16.10.2009


Dopiero po dwóch koncertach Archive w Polsce okazało się, jak duża jest grupa fanów tej formacji, w naszej nadwiślańskiej ojczyźnie. Bilety na oba widowiska rozeszły się niemalże miesiąc przed koncertami, a kolejka do wejścia jak i ilość ludzi w samym klubie była niewyobrażalnie duża. Zainteresowanie – ogromne, a mimo to organizatorzy nie przenieśli koncertu za Stodoły do większego obiektu. Mogli to zrobić, gdyż takie precedensy miały już miejsce. Tym jednak razem postawiono na klimat, a nie na większy zarobek. 


Około 20.30, kiedy to suport zakończył już występ, wszyscy zajmowali pozycje na danie główne tego wieczoru. Planowo panowie mieli zacząć o 20, zaczęli równo godzinę później. Niebieskie światła, dużo dymu, i muzycy Archive wkroczyli na scenę. W sumie siedmiu facetów. Zaczęli od „Controlling Crowds”, a później kontynuowali z kolejnymi kawałkami, z nowo wydanego albumu. Na dużym telebimie za muzykami wyświetlane były wizualizacje. Nie miały one na celu skupienia całości naszej uwagi, a jedynie budowanie odpowiedniego klimatu. Muszę przyznać, że zadziałały świetnie. Obrazy niepokojące, mroczne i momentami budzące strach, dawały dodatkowego smaku muzyce. Lista piosenek warszawskiego koncertu zamknęła się głównie w najnowszym wydawnictwie. Dużo było piosenek z towarzystwem rapera, jak również jedna w towarzystwie wokalistki. Niestety, wokalista nie była obecna na koncercie osobiście, mogliśmy obserwować jedynie jej wizerunek na telebimie. Taki pół playback. Mimo tego, iż kawałek jest świetny wywołał we mnie niesmak i nie podobało mi się takie rozwiązanie. Lepiej byłoby, gdyby tej piosenki po prostu nie zagrali.

Muzycznie było bardzo dobrze, żadnych błędów, czysty śpiew. Muzyka płynęła mieszając żywe instrumenty z elektronicznymi wstawkami. Materiał z „Controlling Crowds” okazał się być dobrze ograny, ale niestety jednak niewystarczający na samodzielną narracje koncertową. Po godzinie i dwudziestu minutach, muzycy w trakcie ostatniego utworu po kolei schodzili ze sceny, reszta wciąż grała. Jako ostatni zeszli basista i perkusista. Pozostał mały niedosyt. Przez sale przeszła niewyobrażalna fala oklasków, tupania i okrzyków. Trwała tak długo, aż muzycy nie wyszli na bis. Zaczęli go od „Londinium”, później było rewelacyjne pełne energii i radości „ Numb” i „System”. Jako wisienka na torcie, kończące „Again”.
Choć wykonanie tego w naszym kraju, opatrzonego już banderolą kultowego utworu, było zaledwie poprawne, publiczność i tak rozpłynęła się z radości, gdy ostatnie dźwięki spłynęły z głośników. 


Podsumowując, koncert trwał równe dwie godziny, co było miłym zaskoczeniem, iż w przewidywaniach miał być on krótszy. Świetnie rozplanowany spektakl w bardzo dobrym klimacie i bardzo dobrymi wykonaniami. Myślę, że piątkowe widowisko może się ubiegać o miano koncertu roku 2009. Kto nie był, niech żałuje, a kto był niech już z nadzieją czeka na kolejne widowisko na takim poziomie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz