Na samym początku warto wspomnieć o pochodzeniu pana Westbeecha. Pochodzi on bowiem z legendarnego już za sprawą chociażby Massive Attack czy Portishead, Bristolu. Jednak to jedynie miejsce łączy tych wykonawców, bo muzycznie to dwa kompletnie odmienne bieguny. Multiinstrumentalista ze świetnym muzycznym wyczuciem wypłynął za sprawą puszczonego w eter singla „So Good Today” . Dzieło przewrotne acz spójne. Lekka i niezobowiązująca Największym jej atutem jest radość grania oraz radość słuchania. Raczej do tańca niż do różańca, choć można się przy niej również zadumać.
Pierwsze skrzypce gra tu głos Bena, świetnie pasujący do klimatu nagrań. Całkowicie naturalnie wpada do głowy skojarzenie z Jay Kay'em z grupy Jamiroquai. A i ich muzykę łączy melodyjność i przewrotna wesołość kompozycji. Połączenie wesołego soulu z jazzem, nutką połamanych bitów i absolutnym luzem sprawia że album jest świetną easy-listiningową perełką. Oprócz bujających kompozycji mamy tu co jakiś czas spokojne, rozmarzone przerywniki tlące się z głośników. Warstwa tekstowa jest tu zepchnięta na dalszy plan. Przemyślenia artysty przemieszane z chwytliwymi rytmami dają wspaniałe połączenie. Wydawnictwo, choć nie jest krótkie to mija w okamgnieniu,a nam nie pozostaje nam nic innego jak włączyć ja ponownie, i znów i jeszcze raz. Płyta dzięki swojej nieokiełznanej energii przynosi nam promyk słońca i podmuch ciepłego, letniego powietrza. W sam raz na ponure, zimowe popołudnia.
Okłada świetnie odzwierciedla to co czeka na nas na krążku. Jest kolorowo i pozytywnie. A sam Ben, skromny i tworzący bardziej dla swojej przyjemności niż dla poklasku. Piękny kawałek muzyki przy którym można się poruszać, przytulić czy chociażby utworzyć z niego piękne muzyczne tło.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz