poniedziałek, 6 września 2010

Tauron Festival - 27.08.2010 Katowice (Kopalnia)

Swoją festivalową podróż rozpocząłem na dużej scenie. Koncert Three Trapped Tigers stał się dla mnie objawieniem całego wydarzenia. Trzech młodych chłopaków grających skrzyżowanie połamanej elektroniki opartej na najlepszych wzorcach gatunku, gigantach z wytwórni Warp ( takich jak Apex Twin) ze świetne wyczutym free jazzem. Na ich przykładzie widać, że język chodź bardzo by chciał nie jest w stanie nadążyć za muzyką. Brzmienie tej młodej grupy, która na swoim kącie ma zaledwie kilka Ep'ek jest trudne do zdefiniowania, ale również i powtórzenia. Przyznam, że pierwszy raz słyszałem tak oryginale połączenie. Co ciekawe mimo ciężkiego klimatu i dość jazgotliwych dźwięków muzycy wciągu trwania swojego występu przyciągnęli pod dużą scenę niebywale dużą liczbę fanów. I choć grali przy dziennym świetle to nie przeszkadzało im to w wywarciu ogromnego wrażenia na zebranych fanach.

Kolejnym wykonawcą na wspomnianej dużej Live Stage był norweski skład Jaga Jazzist. Jeżeli prowadziłbym ranking najlepszych koncertów tego lata, to ten występ znalazła by się z pewnością w pierwszej dziesiątce. Z kilkominutowym opóźnieniem na scenę wszedł dziesięcioosobowy zespół- orkiestra. Od samego początku publiczność została zaatakowana gęstą dźwiękową masą. Chaos kontrolowany, przyjemna kakofonia którą zafundowali zauroczyła zebranych. Tak pełne brzmienie grupa zawdzięcza ogromnej liczbie instrumentów na scenie. Począwszy całkowitej podstawy czyli kilku gitar, perkusji i klawiszy przez sekcję dętą ( saksofon, puzon, tuba, trąbka), przeszkadzajki oraz flety na wibrafonie, syntezatorach i elektronicznym decku kończąc.

Scena ozdobiona obrazkami z okładki najnowszej płyty od początku sugerowała że usłyszymy numery głównie z wydanego w 2010 roku albumu „One-Armed Bandit”.Tak łasnie się stało. Jedynymi numerami które pochodziły z wcześniejszego albumu były otwierający „All I Know Is Tonight „ oraz „Oslo Skyline” zapowiedziany jako „Katowice Skyline”. Trzeba również wspomnieć o wspaniałym kontakcie z publicznością. Do roli komunikatora zespół – publika został wyznaczony perkusista Martin Horntveth, który co i raz przemawiał do uraczonej publiczności.

Występem zamykającym dużą scenę w piątek był live act grupy Bonobo, jednego z najpopularniejszych zespołów ze stajni Ninja Tune, która w tym roku obchodzi swoje dwudziestolecie. Grupa najczęściej daje koncerty oparte głównie na dj'skich popisach. Tego wieczoru DJ był oczywiście na miejscu, występ jednak opierał się na brzmieniu żywych instrumentów co sprawiło, że koncert był magicznym widowiskiem.

Rozpoczęli utworami „Kiara” i „Kong” z najnowszej płyty. Po reakcji tłumu dało się zauważyć, że byli najbardziej oczekiwaną gwiazdą pierwszego dnia festivalu. Ku uciesze fanów i zgodnie z przewidywaniami nowy materiał wypełnił większość koncertowego czasu. Oprócz instrumentalnych numerów otrzymaliśmy również kawał dobrego wokalu od świetnie dysponowanej tego wieczoru Andrey Triany. „Eyesdown”, „The Keeper” czy „Stay The Same” powaliły publiczność na kolana. Przyznam, że najnowsza płyta nie była moim faworytem jednak po wysłuchaniu koncertowych wersji przekonałem się, że zespół jest ciągle w świetnej formie.

Nie obyło się również bez przypomnienia wcześniejszych albumów takich jak „Dial M For Monkey” czy „Days To Come”. Tak więc oprócz promocji świeżego materiału powiało również duchem niedawnej przeszłości. Świetnie wykonane „Ketto”oraz brawurowo kończące występ „Transmission 94” były nie lada perełkami. Usłyszeliśmy również hitowe „Days To Come” z Trianą na wokalu, przyznam że utwór podniósł temperaturę tego dość chłodnego wieczora. Cały wystąp trwał około półtora godziny i wprowadził publiczność w spokojny oniryczny klimat. I tylko częste wybuchy oklasków wyprowadzały z transu wielu rozmarzonych widzów.

Koncert Finałowy
Ostatni dzień upłynął pod znakiem koncertu finałowego. Guillermo Herren, szerzej znany z projektu Prefuse 73 wystąpił w towarzystwie AUKSO tyskiej orkiestry. (Opis w ulotce festivalowej brzmiał następująco:”próba połączenia(...) elektronicznego hip-hopu, tkwiącego korzeniami w zimnych zdehumanizowanych brzmieniach syntetycznego funku lat 80- tych i kameralistyki”. Jak się jednak okazało próba zakończona jedynie połowicznym sukcesem. Oczywiście, koncert był nader udany jednak oparty głównie na symfonicznych dźwiękach, a wspomnianej elektroniki przemyconej przez Prefuse'a było jak na lekarstwo.) Wydarzenie było kameralne również ze względu na ilość obecnych fanów. W porównaniu z ogromem publiczności obecnej przez dwa główne dni Katowickiego wydarzenia, ilość słuchaczy w niedziele była jedynie mały ułamkiem całości. Warto również wspomnieć, że oprócz „zwykłych” fanów w tłumie można było wypatrzeć również artystów którzy poprzedniego dnia grali swoje koncerty, między innymi Gonjasufi czy zespół Dub Mafia.

Występ rozpoczął się z lekkim poślizgiem, jednak zaostrzyło to jedynie apetyt zebranych. A to ze względu na to, iż występ był pewnego rodzaju niewiadomą. Jedynie ze wspomnianego opisu w ulotce można było wnioskować co usłyszymy, gdyż przedsięwzięcie jest na razie projekt jedynie koncertowy, a płyta z materiałem ma się dopiero ukazać. Już po pierwszych dźwiękach stało się jasne, że tego wieczora muzyka będzie zapuszczać się w spokojne, senne rejony. Ledwo słyszalne trzaski, sprzężenia i elektroniczne przygrywki oparte na ambientowym założeniu stanowiły jedynie minimalistyczne tło dla smyczkowych czarodziei pod batutą Marka Mosia. Niepodważalnie najważniejszą rolę tego wieczoru odegrała ta niewielka orkiestra z Tych. Od początku bezbłędnie prowadziła dźwiękową narrację i precyzyjnie operowała nastrojem. Od delikatnych, długich dźwięków w stylu Jóhanna Jóhannssona. Po cięte, urywane i dynamiczniejsze, które podszyte mrocznymi wstawkami Prefusa wywoływały ciarki na plecach.

Mimo że, koncert trwał około półtora godziny cała publiczność niczym jedno ciało, bezszelestnie chłonęła nawet najsubtelniejsze dźwięki sowicie oklaskując wszystkie utwory. Na sali dało się wyczuć tę magiczną nić porozumienia artysta- odbiorca. Po występie zaskoczeni tak ciepłym przyjęciem artyści kilkanaście razy żegnali się z publicznością. Owy wieczór był absolutnie świetnym zwieńczeniem jednego z najciekawszych elektronicznych festivali w europie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz