
Wiem. Tym tekstem nie dosięgnę szczytu oryginalności. Nie jest to również płyta najnowsza. Co więcej, w tempie rozwoju muzyki free jazzowej są to dosyć odległe czasy. Jednak w zgiełku, który wokół siebie wytworzyła grupa Pink Freud nie możemy zapominać o tych najbardziej zasłużonych. O tych którzy budując podwalinę, wkopali kamień węgielny pod sukces tej młodej muzyki w naszym kraju. Teraz gdy z niecierpliwością czekamy na kolejne dokonania 100nki czy nowe projekty Mazolewskiego pragnę uświadomić nieuświadomionych, ponieważ płyta nieistniejącej już grupy Robotobibok wykracza poza rejestr oczywistych klasyfikacji.
Bardziej zorientowani mogą powiedzieć, że w końcu Robotobibok tak do końca nie przepadł w czeluściach przemysłu fonograficznego. Kontynuacją tradycji a bardziej pewnej improwizatorskiej myśli przewodniej jest założone przez dwóch muzyków macierzystej formacji grupa Mikrokolektyw. Panowie Jakub Suchar i Artur Majewski zadebiutowali w osławionej na cały świat jazzowej oficynie Delmark Records, warto wspomnieć że są to pierwsi muzycy z europy mający taką możliwość.Patrząc na listę naszych rodzimych jazzmanów jest to wyczyn godny podziwu. Mnie jako polaka ten fakt napawa dumą. Chodź jest ich niewielu to polscy artyści wciąż są dostrzegani w wielkim świecie.
Jednak wróćmy do już nieistniejącej, rozwiązanej oficjalnie w 2008 roku grupy Robotobibok. Jak chociaż cząstkowo określić ich styl, by nie było to krzywdzące dla samej muzyki? Myślę, że samo określenie jazz mija się z celem. Oczywiście, mamy tu momenty które złudnie wprowadzają nas w przekonanie, że muzyka te podobna jest do wielu free jazzowych kapel wyrosłych ostatnimi laty na naszym podwórku. Jednak nie trzeba długo czekać by zrozumieć, że klasyczne free jest tylko jedną ze stron fuzji muzycznej której jesteśmy świadkami.
Mamy tu zarówno szarpane gitarowe uniesienia, przeplatane sumienną pracą trąbki jak i elektroniczne piski które w połączeniu z nerwem żywych instrumentów wprowadzają nieco psychodeliczny klimat. I o ile do tej pory wszystko możemy podpisać pod jazz to kolejne nawałnice dźwięków pchają ten materiał bardziej w stronę trip-jazzu i elektroniki podsyconej basowymi wyżynami. Dużo tu dźwięków na myśl przywodzących kosmiczne wyprawy i swawole zabawy z syntezatorami. Są one w prawdzie przemycane w niewielkich dawkach jednak wyraźnie odczuwalne dla słuchaczy.
Może to i dobrze, że grupa zawiesiła działalność. Po wydaniu trzeciej płyty, w oryginalnym składzie nastąpiły personalne roszady które nieco odmieniły oblicze grupy. I choć największe koncertowe sukcesy miały miejsce właśnie w nowym składzie to panowie zapuszczając się na tereny ogólnie pojętego post-rocka zaczęli odbiegać od pierwotnego założenia. A tak dzięki możliwością wydawniczym dostajemy świadectwo nieskrępowanej zabawy dźwiękiem, które zachwycać będzie kolejne pokolenia muzycznych poszukiwaczy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz