Wielu może pytać: Co ciekawego jest w oglądaniu dwóch kiwających się mężczyzn w połowie ukrytych za ogromną konsoletą? Odpowiedź jest prosta - nic ciekawego. Jednak na koncertach takich artystów jak Chemical Brothers chodzi o inne czynniki, takie jak oprawa graficzna (wizualizacje), świetlna (laserowe show) no i przede wszystkim – muzyka. Nieskończona ilość kombinacji dźwiękowych na ogromnej ilości różnych elektronicznych ”zabawek”.
Występ "Chemicznych Braci" był jednym z dwóch powodów dla jakich postanowiłem wybrać się do stolicy Małopolski na Coke Live Music Festival (drugim był rzecz jasna koncert Muse). Sam festival, mimo dobrej organizacji nie wywarł na mnie najlepszego wrażenia. Brakowało swoistego klimatu. W powietrzu nie dało się wyczuć atmosfery, która powinna towarzyszyć tak dużemu świętu muzyki. Ponadto poziom dużej ilości fanów nie wyrastał ponad białe adidasy oraz włosy opadające pod ciężarem żelu. Na całe szczęście festival to na pierwszym planie artyści, a Ci dali z siebie wszystko.
Duet z Manchesteru był gwiazdą pierwszego dnia. Po dosyć monotonnym, acz euforycznie przyjętym występie amerykańskiej grupy 30 Seconds to Mars pod sceną główną tłumnie zebrali się fani tanecznej elektroniki. Równo o 23 na scenę weszli bracia przywitani gromkimi oklaskami. Początkowe, spokojne „Intro” przeszło w dźwięki tak dobrze znanej polskiej publiczności „Galvanize”. Podobnie jak dwa lata wcześniej, gdy grali na Heineken Opener, panowie rozpoczęli set od swojego wielkiego hitu z płyty „Push The Button”. Później przyszedł czas na najnowszą płytę „Further” którą tego wieczoru wysłuchaliśmy niemalże w całości ( zabrakło utworów „Snow” i „Wonders Of The Deep” ). Najlepiej zostały przyjęte: transowe „Escape Velocity”, radosne „Swoon” oraz niespodziewanie „Horse Power”. Szczerze mówiąc, nie przypuszczałem, że nowy materiał tak dobrze sprawdzi się w wersji koncertowej. Dobra gra świateł, buchające kolorami wizualizacje i potężnie nagłośniona muzyka zachęciły publiczność do spontanicznych pląsów.
Po zakończeniu promocji nowego krążka dostaliśmy klasyczny przekrój przez twórczość muzyków. Od początkowych ich numerów takich jak „Leave Home” czy „Chemical Beats” przez późniejsze „Elektrobank”, po kawałki z niedawnej przeszłości takie jak „Believe” czy „Saturate”. Warto również pochwalić ich za świetne wykonania. Dało się usłyszeć, że panowie się postarali gdyż mało który utwór przypominał swój płytowy wzorzec. Biorąc jednak pod uwagę cały występ, to osoby znające jedynie pobieżnie dyskografię anglików mogły czuć się przytłoczone ciężkimi basowymi dłużyznami przeplecionymi misternie tkanymi elektronicznymi pajęczynami.
Jako podsumowanie wystarczy napisać, że trwający około 2 godziny występ został ukoronowany genialnym wykonaniem hitowego „Block Rockin' Beats”. Do tego dodajmy olbrzymi tłum zadowolonych i mokrych od tańca fanów oraz przejrzyście czyste niebo. Myślę, że koncert w Polsce co dwa lata to dobra częstotliwość by nie przesycić się polskim fanom. Wspominamy i czekamy na kolejne występy.
Artykuł znajdzie z większą ilością zdjęć pod tym adresem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz