poniedziałek, 6 września 2010

The Chemical Brothers - 20.08.2010,Kraków(Coke Live Music Festival)


Wielu może pytać: Co cie­ka­we­go jest w oglą­da­niu dwóch ki­wa­ją­cych się męż­czyzn w po­ło­wie ukry­tych za ogrom­ną kon­so­le­tą? Od­po­wiedź jest pro­sta - nic cie­ka­we­go. Jed­nak na kon­cer­tach ta­kich ar­ty­stów jak Che­mi­cal Bro­thers cho­dzi o inne czyn­ni­ki, takie jak opra­wa gra­ficz­na (wi­zu­ali­za­cje), świetl­na (la­se­ro­we show) no i przede wszyst­kim – mu­zy­ka. Nie­skoń­czo­na ilość kom­bi­na­cji dźwię­ko­wych na ogrom­nej ilo­ści róż­nych elek­tro­nicz­nych ”za­ba­wek”.

Wy­stęp "Che­micz­nych Braci" był jed­nym z dwóch po­wo­dów dla ja­kich po­sta­no­wi­łem wy­brać się do sto­li­cy Ma­ło­pol­ski na Coke Live Music Fe­sti­val (dru­gim był rzecz jasna kon­cert Muse). Sam fe­sti­val, mimo do­brej or­ga­ni­za­cji nie wy­warł na mnie naj­lep­sze­go wra­że­nia. Bra­ko­wa­ło swo­iste­go kli­ma­tu. W po­wie­trzu nie dało się wy­czuć at­mos­fe­ry, która po­win­na to­wa­rzy­szyć tak du­że­mu świę­tu mu­zy­ki. Po­nad­to po­ziom dużej ilo­ści fanów nie wy­ra­stał ponad białe adi­da­sy oraz włosy opa­da­ją­ce pod cię­ża­rem żelu. Na całe szczę­ście fe­sti­val to na pierw­szym pla­nie ar­ty­ści, a Ci dali z sie­bie wszyst­ko.

Duet z Man­che­ste­ru był gwiaz­dą pierw­sze­go dnia. Po dosyć mo­no­ton­nym, acz eu­fo­rycz­nie przy­ję­tym wy­stę­pie ame­ry­kań­skiej grupy 30 Se­conds to Mars pod sceną głów­ną tłum­nie ze­bra­li się fani ta­necz­nej elek­tro­ni­ki. Równo o 23 na scenę we­szli bra­cia przy­wi­ta­ni grom­ki­mi okla­ska­mi. Po­cząt­ko­we, spo­koj­ne „Intro” prze­szło w dźwię­ki tak do­brze zna­nej pol­skiej pu­blicz­no­ści „Ga­lva­ni­ze”. Po­dob­nie jak dwa lata wcze­śniej, gdy grali na He­ine­ken Ope­ner, pa­no­wie roz­po­czę­li set od swo­je­go wiel­kie­go hitu z płyty „Push The But­ton”. Póź­niej przy­szedł czas na naj­now­szą płytę „Fur­ther” którą tego wie­czo­ru wy­słu­cha­li­śmy nie­mal­że w ca­ło­ści ( za­bra­kło utwo­rów „Snow” i „Won­ders Of The Deep” ). Naj­le­piej zo­sta­ły przy­ję­te: trans­owe „Esca­pe Ve­lo­ci­ty”, ra­do­sne „Swoon” oraz nie­spo­dzie­wa­nie „Horse Power”. Szcze­rze mó­wiąc, nie przy­pusz­cza­łem, że nowy ma­te­riał tak do­brze spraw­dzi się w wer­sji kon­cer­to­wej. Dobra gra świa­teł, bu­cha­ją­ce ko­lo­ra­mi wi­zu­ali­za­cje i po­tęż­nie na­gło­śnio­na mu­zy­ka za­chę­ci­ły pu­blicz­ność do spon­ta­nicz­nych plą­sów.

Po za­koń­cze­niu pro­mo­cji no­we­go krąż­ka do­sta­li­śmy kla­sycz­ny prze­krój przez twór­czość mu­zy­ków. Od po­cząt­ko­wych ich nu­me­rów ta­kich jak „Leave Home” czy „Che­mi­cal Beats” przez póź­niej­sze „Elek­tro­bank”, po ka­wał­ki z nie­daw­nej prze­szło­ści takie jak „Be­lie­ve” czy „Sa­tu­ra­te”. Warto rów­nież po­chwa­lić ich za świet­ne wy­ko­na­nia. Dało się usły­szeć, że pa­no­wie się po­sta­ra­li gdyż mało który utwór przy­po­mi­nał swój pły­to­wy wzo­rzec. Bio­rąc jed­nak pod uwagę cały wy­stęp, to osoby zna­ją­ce je­dy­nie po­bież­nie dys­ko­gra­fię an­gli­ków mogły czuć się przy­tło­czo­ne cięż­ki­mi ba­so­wy­mi dłu­ży­zna­mi prze­ple­cio­ny­mi mi­ster­nie tka­ny­mi elek­tro­nicz­ny­mi pa­ję­czy­na­mi.

Jako pod­su­mo­wa­nie wy­star­czy na­pi­sać, że trwa­ją­cy około 2 go­dzi­ny wy­stęp zo­stał uko­ro­no­wa­ny ge­nial­nym wy­ko­na­niem hi­to­we­go „Block Roc­kin' Beats”. Do tego do­daj­my ol­brzy­mi tłum za­do­wo­lo­nych i mo­krych od tańca fanów oraz przej­rzy­ście czy­ste niebo. Myślę, że kon­cert w Pol­sce co dwa lata to dobra czę­sto­tli­wość by nie prze­sy­cić się pol­skim fanom. Wspo­mi­na­my i cze­ka­my na ko­lej­ne wy­stę­py.

Artykuł znajdzie z większą ilością zdjęć pod tym adresem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz