
To młody zespół, w dodatku jeszcze nie opierzony. Często porównuje się ich do „The White Stripes”. Niestety są to porównania celne, jedynie jeżeli chodzi o zastosowaną liczbę i rodzaj instrumentów. Zestaw perkusyjny i gitara elektryczna, to broń w jaką już po raz drugi chłopaki z Belgii zaopatrują się idąc na wojnę o szczerość rock'n'roll'a. Jednak tym razem, wydaje się to być jedynie walka z wiatrakami.
Debiut tych młodych, obiecujących chłopców miał miejsce w roku 2007. Wtedy to Jan Paternoster i Dries Van Dijck zaskoczyli szczerością przekazu. Tak głęboko wierzyli w to, co robią, że potrafili zarazić tym innych. Jednak, jak się okazało i w tym przypadku tzw. syndrom „drugiej płyty” jest wciąż żywy i ma się dobrze. Silver Threats to jedenaście perkusyjno/gitarowych numerów przyprawionych wokalem Jana oraz licznymi przeszkadzajkami, mającymi wypełnić przestrzeń, jaką pozostawia tak ubogie instrumentarium. No i wszystko byłoby świetnie, gdyby nie fakt, że cała płyta jest nudna, wtórna i pozbawiona energii.
Po pierwszym przesłuchaniu obiecałem sobie, że nie wrócę do tego zespołu nigdy więcej. Na tym krążku, jedynie w warstwie tekstowej coś się dzieje( jeszcze tego brakowało, żeby na okrągło śpiewali to samo). Przeszkadzajki bardziej irytują niż urozmaicają, a ponadto momentami pasują, jak nie przymierzając, pięść do oka. Gitara, która czasem posuwa się do jakichś namiastek solówki, przez większość czasu katuje kilka prostych riffów. Perkusja, by za bardzo nie odstawać, przyporządkowuje się temu schematowi.
I tak oto, z młodego obiecującego zespołu, którego ląd płonął żywym ogniem na debiucie, został przykry muzyczny niewypał, po którym w pamięci zostanie nam jedynie niesmak. Czy to przeciętne wydawnictwo zniechęci grupę i doprowadzi do jej schyłku? Szczerze w to wątpię. Jednak kolejne wydawnictwa spod znaku The Black Box Revelation są u mnie na spalonej pozycji. Chłopaki będą musieli się nieźle postarać byśmy przestali na nich patrzeć przez pryzmat „dwójki”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz