Szukając informacji dotyczących gatunku ich muzyki można się nieźle pogubić. Z jednej strony wrzuceni do szufladki ambient, z drugiej do tej z napisem black metal. Powstaje pytanie, jak pogodzić muzykę opartą na spokojnych plamach dźwiękowych z mrocznym metalem? Ano, da się. Wystarczy że z każdego gatunku wyciągniemy pewne charakteryzujące go wytyczne a z syntezy powstanie Sui Generis Umbra.
Ambient w swoim założeniu ma być muzyką wprowadzającą w pewnego rodzaju trans, który nieświadomie, nie absorbując zbytnio naszej uwagi będzie oddziaływał na nas pozytywnie. Tak właśnie jest tu, z jedną jednak różnicą. Jest to muzyka mroczna i szaleńcza, i tu tkwi jej specyfika. Nie na każdego taki rodzaj muzyki zadziała pozytywnie. Trzeba lubić taki klimat, gdyż osoby nie przyzwyczajone mogą się nieźle zmęczyć słuchając tego materiału. Co składa się na brzmienie?. Miarowe tempo, ciężkiej, metalowej perkusji, przeplatane ciekawymi motywami bez zbędnej wirtuozerii. Smyczki, również często obecne w metalowych tyradach są tu ciekawie różnicujące. Czasem snujące się leniwie i będące jedynie spokojnym tłem bębnów, a czasem szybkie i niepokojące. Całość połatana jest elektroniką która dodaje spójności i zarazem subtelności. Ważnym, jeżeli nie najważniejszym elementem budującym muzykę Sui Generis Umbra (dawniej Umbra) jest głos inicjatorki całego przedsięwzięcia, niesamowitej ELL. Szepty, opętańcze krzyki, wysyczane frazy i złowieszczo wyśpiewywane zwrotki po angielsku i łacinie są ukoronowaniem i dopełnieniem mroku jaki niesie za sobą to wydawnictwo.
Po poligrafii nie ma co się wiele spodziewać. Raczej za bardzo nie skupiono się tu na jej oryginalności czy przekazie pozamuzycznym. Zachowuje ona jednak mroczny klimat. Płyta wydana w klasycznym digipacku w środku wypełniona dojmującą czerwienią zawiera informacje o artystach. W tym oprawa graficzna jest jedynie niewiele znaczącym dodatkiem do muzyki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz